13 paź, 2011 - Misja    Dodaj komentarz

Ostatni dzień w Puri

Droga powrotna do Puri wyjątkowo obyła się bez przygód. Uradowany tym że żyjemy ojciec Joseph przygotował nam smaczne śniadanie. Następnie udaliśmy się do szkoły, aby ponownie zobaczyć naszych małych pacjentów. Tylko u dwójki dzieci zaczęto podawać antybiotyki a zapalenie płuc miało kilkoro. Cierpliwie wytłumaczyliśmy jakie są konsekwencje przerwy w podawaniu antybiotyku i jakie są konsekwencje jego niepodawania. W takich chwilach chciałoby się krzyczeć z bezradności, choć pewnie nie przyniosłoby to żadnych efektów. Kończąc bardziej optymistycznie trzeba dodać, że u chłopca z rozpoznaniem zapalenia płuc i anginy paciorkowcowej, po regularnym podawaniu erytromycyny zmiany chorobowe ustąpiły, z czego bardzo się cieszymy.

W dzień wyjazdu po raz ostatni udaliśmy się do niewielkiego szpitala, który niegdyś otworzył ojciec Marian Żelazek. Przed budynkiem, w dowód wdzięczności za zasługi zmarłego pięć lat temu misjonarza, chorzy na trąd mieszkańcy wioski wraz z rodzinami wznieśli pomnik przedstawiający jego postać. Z zaskoczeniem stwierdziliśmy, że przed naszym gabinetem utworzyła się dość długa kolejka, co stworzyło pewnego rodzaju konkurencję dla przyjmującego kilka drzwi dalej indyjskiego lekarza.

Przekonany że wyjeżdżamy następnego dnia ojciec Joseph, spoglądając na nas ciągle powtarzał że przegapił w swoich myślach jeden dzień z nami. Wpadł nawet na pomysł że moglibyśmy dotrzeć na stację spóźnieni. Wieczorem jednak, wraz z bratem Jose odprowadził nas na peron z którego odjeżdżał pociąg do Kalkuty.

Napisz komentarz

QR Code Business Card